Widziałaś dzisiaj w autobusie jakieś inne dziecko. Nienawidziłaś go - jego ruchliwości, cienkiego głosiku, ciągłego gadania, okrzyków. Jego skupienia na sobie i swoich jasnych pragnieniach. Emocji na wierzchu. Smutna i osowiała, skulona nienawidziłaś go jak kogoś, kto odebrał Ci skarb.
Ja patrzyłam na jego matkę. Kobietę, która ciągle pouczała, drażniła, lekceważyła. Pozwalała rozpychać się na siedzeniu i robiła zbolałą minę. Potakiwała nie słuchając. Przerywała, żeby poprawić błędy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz