Czy to możliwe, że aż tak? Małe dziecko, prawie noworodek, bezradny i zagubiony w nieogarnionym, nierozpoznawalnym świecie. Przerażony. Krzyczący. Rozpaczliwie, coraz głośniej.
Krzyczysz, bo samotność w Tobie jest nie do zniesienia. Krzyczysz i uczysz się, że to nic nie zmienia. Krzyczysz jeszcze głośniej, wściekłość w Tobie rośnie. Krzyczysz, żeby jakoś zagłuszyć, oszukać tęsknotę, szarpiący głód obecności, która będzie oparciem w chaosie wokół Ciebie, bezpiecznym miejscem odpoczynku.
Twoja wściekłość jest bezradna, żałosna, śmieszna. Niszczy. Odepchnięta znajduje potajemne ścieżki, podgryza korzenie, wybucha. Obraca się przeciw Tobie. Warczy i szarpie Cię zębami. Oswojony pies - obrońca staje się zdziczałym pół-wilkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz