czwartek, 28 czerwca 2012

196.

Odsłaniam okno.
Na poszarzałej podłodze rysuje się wyraźny prostokąt ostrego światła i drżące cienie liści w narożniku.
Patrzysz przestraszona, uciekasz do kąta, siadasz twarzą do ściany.
Czekam.
Tak bardzo potrzebujesz słońca i tak bardzo się go boisz.
Czekam. Siadam obok Ciebie. Moje palce biegną po podłodze. Są konikiem. Podnosisz głowę, przyglądasz się. Po chwili wahania trzy koniki biegają razem. Śmiejesz się. Koniki bawią się razem i teraz są już pieskami. Pieski obwąchują jaskrawy prostokąt. Jeden nieśmiało wchodzi na środek, inne za nim, gonią się, łapią i przewracają aż się zmęczą i głośno sapią z wywalonymi językami.
Dwa koty grzeją się w słońcu, przytulone.
Robisz się senna, śpiewam Ci cicho. Cienie liści tańczą na Twoim gładkim policzku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz