Jak to możliwe, że jesteś tak bardzo daleko?
Wymykasz się, uciekasz, patrzysz w oczy obcym wzrokiem. Śmiejesz się - niewesołym, złym śmiechem. Szalejesz. Stajesz się tornadem emocji, niszczycielskim, demolującym huraganem.
Nie wiem, co zrobić. Jak to przerwać.
Czekam - na pomysł, słowo, dźwięk, który stłucze szklaną bańkę i znowu będziesz tu. Dotykalna.
***
Jak to możliwe, że jestem tak daleko. Ukryta za ciężką zasłoną smutku duszę się z gorąca. Nie wychodzę, boję się wystawić się na cudze spojrzenia. Jakby moja skóra była tylko przezroczystą błoną, ujawniającą każdemu to, czego nie pokazuje się nikomu. Jakbym stanęła naga na środku placu w niedzielę, z każdą zbędną fałdą tłuszczu, nadmiarem włosów, szorstką skórą na tyłku. Wzbudzająca śmiech we wszystkich ubranych.
***
Nie, nie dziwię się, że szalejesz.
Zgaszę światło. Przymknę okno. Pozwolę Ci płakać i nie będę pytać, dlaczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz