Halo, czy ktoś tu rządzi?
Wygląda, że Ty. Rozpierdziel na całego. Dzień stoi na głowie. Tydzień też. Cały świat.
Rano Cię jakoś ogarniam, z trudem, z płaczem. Chwilę jest dobrze. Lato. Niebo. Mirabelki, jabłka. Bułka z jogurtem. Potem już robi się źle. Coraz gorzej, aż do wieczora. Kulminacyjna jazda bez kontroli. Codziennie mówię, że jutro będzie dobrze. Nie jest.
Rządzisz. Nie wydajesz się szczęśliwa.
Dla Twojego bezpieczeństwa potrzeba, żeby ktoś to ogarnął.
Ktoś czyli ja. Nie ma innych chętnych.
Zostaję sama na placu boju. O zachodzie słońca. Mizerna wojowniczka na przeciw wirującej trąby powietrznej. Oby się okazało, że ten film ma standardowy scenariusz. Proszę, żadnego nowatorskiego burzenia schematów. Proszę, niech będzie patetyczny finał, dzika siła przemieniona w pokorne źródło energii dla twórczych i konstruktywnych działań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz