wtorek, 31 stycznia 2012

141.

Z takich głodnych i niespokojnych dzieci wyrastają czasem smutni filozofowie. Piszą grube książki o przyrodzonym bezsensie istnienia. Zbyt sprawnie używają myśli i słów, żeby można było ich przekonać.
Częściej z głodnych dzieci wyrastają smutni, zmęczeni, wściekli dorośli. Pchają opornie kolejne dni, coś tam robią, z kimś żyją, mają jakieś dzieci. Starzeją się właściwie od urodzenia. Ścięci chłodem zamrażają swoje otoczenie, pokrywają szronem, szarością. Nie zastanawiają się nad sensem. Nie usłyszą go, nie zobaczą, zbyt gruba mgła ich otacza.
Patrzę na Ciebie - trochę walczysz, ale Twoje oczy są takie smutne, tak często szklane i puste. Nie zrozumiesz moich słów.
Przytulam Cię, próbuję ogrzać, nakarmić, chociaż trochę. To jedyny ratunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz