Ocean lęku. Toniesz, nie potrafię ogarnąć Twojej paniki, działanie się dezorganizuje, nie nadążam z wyłapywaniem nerwowego jedzenia, reagowania. Żadne planowanie nie pomaga, najpierw po cichu je sabotujesz, "zapominasz", dzisiaj już jawnie nie dajesz myśleć, chwilami dosłownie odbierasz mi siłę, fizyczną.
Jakiś powód jest. Ten widoczny nie jest całkiem błahy, ale Twój lęk jest jakoś "obok", jakby rzeczywista sytuacja była tylko pretekstem. Tak naprawdę nie wiem, czego się boisz. Nie potrafię się domyślić, odkrywam tylko kolejne "możliwe" powody, żaden nie jest tym prawdziwym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz